Nie wiem jak to jest być zwykłym wychowawcą kolonijnym, ale wiem jak to jest być sternikiem-wychowawcą. Na obozie żeglarskim, obozie wędrownym panują inne zasady niż na normalnej kolonii czy obozie w lesie. Tu Twoi wychowankowie to już lekko starsze dzieci, choć nadal często mentalnie w przedszkolu, a Twoja grupa nie liczy więcej niż 8 osób. Nie musisz im non stop organizować czasu, bo spędzasz z nimi ponad pół dnia na małej łódce: 7 m długości i jakieś 2 m szerokości. Czasem bunkrują się pod pokładem, a Ty sterczysz na deku samotnie niczym Robinson Crusoe na bezludnej wyspie. Jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i prawie okrętem. Posłuch w załodze musi być, żeby uniknąć wielu wpadek i gaf, nie zostać wiernym obiektem obserwacji Loży Szyderców na lądzie i żeby stan załogi zgadzał się pod koniec rejsu z tym na początku. To ciężka i mozolna praca...
Mój turnus obfitował w męskie załogi. 35 chłopa na 7 dziewczyn? Ależ te dziewczyny miały powodzenie... Oczywiście najlepsza pani sternika dostaje nową łódkę, jeszcze nie nazwaną, ale nazwaną No Name z tej właśnie to okazji. I załoga sama się znalazła, przyczepiła i nie chciała odczepić. "Weźmie nas pani? My będziemy Panią na rękach nosić! Będziemy gotować! Na jakiej jest Pani diecie? Wysokobiałkowej? Świetnie! Omlecik na śniadanie, może być? Pani ćwiczy? Super! To na pewno do Pani idziemy!". 5 licealistów, najgorszy wiek, największe siano w głowie. A siano to głownie miłosne rozterki, trawa i piwo. Rapsy all day all night, oczywiście z całej batalii głośników przywiezionych na łono natury. Przyznam się, że nie rozumiałam co oni mówią. Jak suahilii czy inny bengalski język. Eleonora, spo, wiadomix, zaorane, żenadix to najłatwiejsze do wychwycenia słowa nowego slangu. Nie wiedziałam, że aż tak stara jestem, że nie dogadam się z nastolatkiem już... Pora do grobu się zbierać. Ale to jeszcze nic. Ja myślałam, że taka nowoczesna będę, że ładowarkę samochodową zabiorę, żeby móc na łódce z akumulatora ładować, a to podobno jestem sto lat za murzynami... Oni power banki nabrali, ale to jeszcze w sumie nic. Oni mają to na baterie słoneczne! Ja nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje...
Bo bym zapomniała! Dziewczynki dwie dostałam! Ale one takie ciche, takie ani be ani me, każdy żart chłopaków na poważnie brały, takie biedne, bo w porównaniu z nimi takie porządne, zahukane trochę. Wszystko robiły co kazałam, zawsze usłuchane, ale jedna jakoś tak wolno jadła. Dostała pierwsza, a kończyłam pół godziny za całym obozem, zagadki nie rozwiązałam.
Kawa kadrowa, to taki czas w ciągu dnia, nie jeden raz nawet, kiedy sternicy siadają na trawce, pod drzewem i opowiadają co to też ich ciućmoki dziś zrobiły. Każdy się przechwala ze ma gorzej, że jego są gorsi, że bardziej brudzą, że mniej słuchają, że mniej robią, że więcej jedzą, że tamto sramto i owamto. Przez pierwsze dni wygrywałam. Zamiast kotwice wybierz, to młodzieniec rwie ją i kładzie na pokład, mimo że miała nas trzymać 10 m od brzegu. Kotwica to oczywiście ulubiony przedmiot, wokół którego mnożyły się problemy. Kazałam przenieść kotwicę z dziobu na rufę ( z przodu na tył), i po potwierdzonym przywiązaniu do łódki rzucić. Rzucona, ale nie zawiązana i porozwalana po całej długości łódki. Innym razem prosiłam o pomoc przy płetwie, kiedy ja zajmowałam się silnikiem przy cumowaniu do brzegu. Trzymaj linkę czerwoną znaczy puść do wody... Silnik zgasł, bo w silnik się "trzymana" lina wkręciła. Dobrze, że silni byli-trzymali mnie za nogi, kiedy nurkowałam i próbowałam odplątać nasz napęd. Trochę głuchoty albo zatkanych uszu-bo przecież prośba nie do niego jest, bo przecież ja już coś zrobiłem (najpewniej zjadłem coś i zostawiłem syf) i ja nie muszę pomagać, podawać. Ale raz na nich nakrzyczałam, raz sprawdziłam plecaki i zapanował spokój. Oprócz pojedynczych małpich wybryków, czyt wyskoczenie z łódki podczas płynięcia na silniku, to był spokój. Brak odpowiedzialnych za bałagan likwidowałam wyliczankami, pech chciał, że zawsze wypadało na tego, co akurat sprzątał swoją działkę. Jedne zakochał się w Mirindzie, młodszej dupeczce o jakies 4 lata (13 lat miała prosze państwa). I to zrodziło mnóstwo opowieści od serca. "Proszę Pani! Bo On miał tyle dziewczyn, z tyloma gada, a tyle na raz wyrywa. Bo Temu dała kosza dwa razy, a on ciągle. Bo Julka nie zwraca na mnie uwagi. A Pani ma chłopaka?".Ubaw po pachy.
Ale moi cudni chłopcy nie wygrali. Były inne kwiatki, takie jak łódka śmietnik-własna pani kapitan brzydziła się wejść na swoją łajbę. Trzeba było się przeciskać między torbami, skarpetkami i sokami. Podłoga to było bagno wciągające do kostek, materace zalane mlekiem, zamoczone ręcznikami i tyłkami w kąpielówkach. Blat stołu to jak chlewik dla świnek-okruszki, rozpaćkany pomidor, wylana herbata i wiele wiele innych. A nikt nie jadł, niczyje majtki, on nie słyszy i wychodzi bez słowa. Z kolei inny wariat, to gęba mu się nie zamykała, gadał pierdoły z księżyca, a na sam koniec został na środku jeziora i inna łódka go zgarnęła. BAAAAANG!
Fajnie jest, tyle wam powiem. To obok wielu problemów, wiele śmiechu i dobrej zabawy. Szkoda, że najlepiej się robi w załodze w ostatnie dni. Fajnie się pośmiać z nimi, z ich głupot i może coś im tam nawet pomóc. Bardzo wspominam właśnie ta historię ze skakaniem do wody podczas płynięcia na silniku. Dałam chłopakowi karę, a on się obraził. Wytłumaczyłam, że nie jestem zła, tylko że bardzo go lubię i dlatego ma myć gary. Nie chciałam, żeby zrobił sobie krzywdę, że to co się stało było niebezpieczne i że nauczy się, że następnym razem nie będzie skakał. Uśmiechnął się, bo usłyszał, że komuś zależy. To tak bardzo miło się robi, jak ktoś docenia co dla niego robisz.
polecam się na przyszłość,
sternik, wychowawca Pani Madzia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żeglarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żeglarstwo. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 lipca 2015
środa, 5 lutego 2014
#11 na lądzie nie zostane już
"W taką noc, gdy morze śpi
marzę o tym gdy przyjdzie ten dzień
Kiedy znów popłynę tam
Do Irlandii zielonej mej"
marzę o tym gdy przyjdzie ten dzień
Kiedy znów popłynę tam
Do Irlandii zielonej mej"
Powiem Wam, że kilka razy do roku, w porze zimowej, łapie mnie melancholia. Bo puszczam sobie szanty, słucham o morskich przygodach. I moje serce wyrywa się na łódkę. Tęsknie za ogniskami i całonocnym śpiewaniem. Tęsknie za spaniem na dziko, myciem się w jeziorze. I zapachem kwiatów i trawy. Tęsknie za wiatrem na twarzy i spalonym od słońca nosem. I obdartymi od liny rękami.
Bo na żaglach jesteś wolny. Nie musisz się niczym przejmować. Jesteś z przyjaciółmi, wokół przyroda. Cisza, spokój i zero problemów. Płyniesz przed siebie, od celu do celu. Walczysz z wiatrem, z falą, z gotowaniem wody na kisiel na przechyle. Wybierasz żagle na blache i suniesz z uśmiechem na twarzy do przodu. Na głowie wypłowiała chusteczka, na nosie okulary, w ręku rumpel. Czego więcej trzeba...
Mimo że dziś za oknem słońce praży, termometr pokazuje 11 stopni, a śniegu (już!) nie ma, to zime w sercu mam. Bo żagli nie mam. I już planuje wakacyjne rejsy, zamiast się uczyć....
poniedziałek, 13 stycznia 2014
#1 żeglarsko
Dziś miałam wielkie plany na pierwszego posta o czymś. Ale wszystko poszło się paść-jak to się mówi. Mój brat bawił sie routerem i internet w całym domu padł. Ale dzięki temu nauka do sesji ruszyła do przodu. Choć nie do końca.... Zostałam właśnie właścicielem (niezwykle podekscytowanym, szczęśliwym i pełnym nadzieji na milion książek do przeczytania) Kindla Paperwhite 2. Już załadowałam na niego kilka książek Vonneguta czy Ishiguro. I kilka pozycji w oryginale, czyt. po angielsku. Już mi ślinka leci na zabawe nowym gadżetem...
A teraz słów kilka o książce. Troche jest oszukiwana, przyznam się bez bicia. Kupiłam ją na październikowych targach książki. Z daleka wypatrzyłam okładkę z fenomenalnym zdjęciem zrobionym z topu masztu jakiejś łódki. Oto prezentuję Wam "Starego" i jego młodą ekipę, pod kapitaństwem Jacka Wacławskiego. Dodatkowy plus-najmłodszy kapitan wogóle w Polsce (18 lat i już taki stopień! Szacunek się wielki należy) i jeszcze student lekarskiego. Nie ważne ile kosztuję-biorę!
Czytać zaczęłam od razu. Jako sailor girl pochłaniałam kolejne strony nie mogąc się doczekać opisu rejsu, przygód i adrenaliny. Już na swoim koncie mam kilka pozycji podróżniczo-żeglarskich i właśnie te o legendarnym Hornie były najlepsze. Przyszły czasy kolosa z farmy, wiec podręcznik stał się najważniejszą książką na półce... "Stary, mlodzi i morze" leżało i czekało aż święta przyszly. Skończyłam ją dosłownie kilka minut temu, do kolacji.
Czytając stronę za stroną coraz bardziej się denerwowałam. Zdjęcia śliczne, ale gdzie tu akcja, gdzie jakieś epickie opisy!? Jakieś żeglarskie smaczki?! Opłynęli Horn, spotkali Polaków na stacji badawczej, pokłócili się, ale to nic nowego, niz ciekawego. Druga część nie przyniosła większej dawki emocji. Dwa razy, dosłownie, miałam wypieki na twarzy i szczerze denerwowałam się razem z załogą. Dowiedziałam się za to co nieco o niedźwiedziach polarnych. Nie będę się dłużej rozwodzić-książka trochę mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś w stylu "Dziennika na Horn", a dostałam delikatny pamiętnik z podróży. Wielki plus za zdjęcia, za film dołączony do książki. Kto nie czytał jeszcze nic żeglarskiego-polecam! Nie przestraszy się sztormów zbytnio, ale poczuję ten klimat jedności i świetnej zabawy jaka panuję na łajbie. A kto już zna takie pozycję, to niech też przeczyta-dla samych zdjęć warto.
Czytać zaczęłam od razu. Jako sailor girl pochłaniałam kolejne strony nie mogąc się doczekać opisu rejsu, przygód i adrenaliny. Już na swoim koncie mam kilka pozycji podróżniczo-żeglarskich i właśnie te o legendarnym Hornie były najlepsze. Przyszły czasy kolosa z farmy, wiec podręcznik stał się najważniejszą książką na półce... "Stary, mlodzi i morze" leżało i czekało aż święta przyszly. Skończyłam ją dosłownie kilka minut temu, do kolacji.
Czytając stronę za stroną coraz bardziej się denerwowałam. Zdjęcia śliczne, ale gdzie tu akcja, gdzie jakieś epickie opisy!? Jakieś żeglarskie smaczki?! Opłynęli Horn, spotkali Polaków na stacji badawczej, pokłócili się, ale to nic nowego, niz ciekawego. Druga część nie przyniosła większej dawki emocji. Dwa razy, dosłownie, miałam wypieki na twarzy i szczerze denerwowałam się razem z załogą. Dowiedziałam się za to co nieco o niedźwiedziach polarnych. Nie będę się dłużej rozwodzić-książka trochę mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś w stylu "Dziennika na Horn", a dostałam delikatny pamiętnik z podróży. Wielki plus za zdjęcia, za film dołączony do książki. Kto nie czytał jeszcze nic żeglarskiego-polecam! Nie przestraszy się sztormów zbytnio, ale poczuję ten klimat jedności i świetnej zabawy jaka panuję na łajbie. A kto już zna takie pozycję, to niech też przeczyta-dla samych zdjęć warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


